
Trzech Panów
A playful, upbeat Polish cabaret foxtrot in early swing jazz style at 150 BPM. Features warm, confident female vocals with theatrical phrasing. Piano comps, upright bass walks, brushed drums swing beneath clarinet runs, muted trumpet, and trombone accents. Call-and-response chorus, punchy brass, intimate yet lively big-band touches—all wrapped in a vintage mono mix with gramophone crackle and slight tape hiss for old-world stage ambience.

Trzech Panów
A playful, upbeat Polish cabaret foxtrot in early swing jazz style at 150 BPM. Features warm, confident female vocals with theatrical phrasing. Piano comps, upright bass walks, brushed drums swing beneath clarinet runs, muted trumpet, and trombone accents. Call-and-response chorus, punchy brass, intimate yet lively big-band touches—all wrapped in a vintage mono mix with gramophone crackle and slight tape hiss for old-world stage ambience.
Lyrics
Zwrotka 1
Są takie panie – święte obrazki,
Jednemu wierne jak GPS do trasy
Tylko on jeden, reszta to grzech!
No jasne… a potem płacz w poduszkę, ech.
Ja wolę życie w trybie „pełen pakiet”,
Nie jeden smak, tylko cały bukiet.
Bo jeden amant to marny pech.
Niech żyje urok, figiel i śmiech
Refren
Ja muszę mieć panów — przynajmniej trzech!
(przynajmniej trzech?)
Bo jeden amant to marny pech.
Pierwszy pokaże co to jest grzech
Drugi utrzyma mnie aż do grobu
Z trzecim zdradzę ich obu
Zwrotka 2
Pierwszy jest piękny, groźny i dziki,
Patrzy tak, że mi się psują nawyki.
Drugi — spokojny, bankomat w garniturze,
Kochanie, chcesz futro? Już zamawiam — duże.
„Madame, to dla pani, proszę nie płakać”
I nagle świat jest cudowny - na nic nie zważać
Jeden mnie kręci, drugi mnie niesie,
A trzeci… trzeci mnie ratuje, gdy przesadzę w imprezie.
Refren
Ja muszę mieć panów — przynajmniej trzech!
(przynajmniej trzech?)
Bo jeden amant to marny pech.
Pierwszy pokaże co to jest grzech
Drugi utrzyma mnie aż do grobu
Z trzecim zdradzę ich obu
Zwrotka 3
Trzeci jest taki… ach, niebezpieczny,
Nie mówi wiele — jest skuteczniejszy.
On tylko spojrzy, ja już w ukłonie,
I wiem, że przepadłam… zaraz mnie pochłonie.
Gdy jeden mi marudzi, drugi się spóźnia,
To trzeci wkracza, i już ciepła moja pupcia
I nagle mam humor, i wpadam w tan
Bo ja to lubię ja tym gram
Refren – finał
Ja muszę mieć panów — przynajmniej trzech!
Jeden od szeptów, co budzą grzech,
Drugi od troski i od portfela,
A trzeci… trzeci to cała afera!
Ja muszę mieć panów — przynajmniej trzech!
Bo jeden amant to marny pech.
Niech żyje urok, figiel i śmiech
Ja muszę mieć panów — przynajmniej trzech!
Outro
I gdy mnie spyta ktoś: Madame, czy wypada?
Odpowiem z wdziękiem: Wypada… jeśli się posiada.
