Władysław Sebyła - Jesteśmy gnojem, mój bracie

Lyrics
Jesteśmy gnojem, mój bracie,
Mierzwą potu i krwi,
Mroźne niebo sinieje nad nami.
Płyną obłoki – i dni.
Jesteśmy mierzwą potu i krwi –
– I strugą źródlanej wody –
Złocisty księżyc z nas drwi,
Z nas – i z naszej swobody.
Ciepły wiatr wiosny przewiał,
Lipcowy wyciekł miód,
Szary deszcz zalewa zarzewie.
Stalowy kładzie się chłód.
W błękitnej wisimy próżni,
Między niebem i błotem pól.
Jesteśmy różni:
Śmiech nosimy – i ból.
Na przysadzistej jabłonce
Wisimy, dojrzałe owoce,
Wiatr gałęziami szamoce,
Jabłko na ziemię strąca.
Wsiewają nas – dzień w dzień –
Na pola wszystkich cmentarzy,
Tam gdzie skrzypiący mróz
I w białym, pustynnym żarze.
Co dzień nas wgniata w pył
Wysokie niebo.
I żadne usta nie krzyczą: Dlaczego?!
O niebo!
Od gwiezdnych błyszczące brył!
Jesteś piękne.
I nikt z opadających ku śmierci
Nie pyta, czemu cierpi
Dla ciebie.
