
Kilka Gram Duszy
Dark boom bap / rapcore hybrid, 88 BPM. Heavy raw drum break, dirty snare with slight distortion, deep pulsating sub bass, vinyl crackle, dark piano motifs, industrial textures and urban ambience. Atmosphere of hypocrisy, inner conflict, paranoia, anger and self-awareness. Verses delivered by aggressive male vocal, close-mic, gritty, controlled but emotionally explosive. Chorus bigger and wider with layered gang chants, half-rapped half-shouted delivery, strong crowd energy. Themes: masks worn during the day, hidden faces at night, rejection of fake morality, acceptance of flaws, struggle between angel and devil within. Dynamic progression from dark street storytelling to explosive final hook. No optimism, no glamour, no luxury themes. Gritty city at night, neon reflections on wet concrete, psychological tension, raw underground energy, hardcore attitude, authentic and uncompromising. Distorted bass in final section, intentional clipping and saturation for intensity.

Kilka Gram Duszy
Dark boom bap / rapcore hybrid, 88 BPM. Heavy raw drum break, dirty snare with slight distortion, deep pulsating sub bass, vinyl crackle, dark piano motifs, industrial textures and urban ambience. Atmosphere of hypocrisy, inner conflict, paranoia, anger and self-awareness. Verses delivered by aggressive male vocal, close-mic, gritty, controlled but emotionally explosive. Chorus bigger and wider with layered gang chants, half-rapped half-shouted delivery, strong crowd energy. Themes: masks worn during the day, hidden faces at night, rejection of fake morality, acceptance of flaws, struggle between angel and devil within. Dynamic progression from dark street storytelling to explosive final hook. No optimism, no glamour, no luxury themes. Gritty city at night, neon reflections on wet concrete, psychological tension, raw underground energy, hardcore attitude, authentic and uncompromising. Distorted bass in final section, intentional clipping and saturation for intensity.
Lyrics
Hipokryzja w powietrzu, wdech i wydech syf
Każdy święty w dzień, w nocy inny typ
Nie rusza mnie krzyk — ja znam ten film
Te same mordy, ten sam brudny styl
Prawda boli? no to kurwa ma boleć
Nie głaszczę sumienia, ja je wolę zjeść!
Doktor pyta: -jak tam?”, milczę, mam swój plan
Nie leczę się z życia, ja je dobrze znam
Telewizja karmi strachem - wyrzucam ją w kąt,
Każdy tam Święty, dopóki nie trafi pod sąd!
Moralność na pokaz…- ulotna jak dym…
Oddycham tym syfem...brzydzę się nim!
Nie chcę świętości ani czystych rąk
Kształtuje nas każdy popełniony błąd!
I nieistotne - czy to dzień czy noc…bo..
Dniem nosimy maski a nocą zadajemy cios!
[REFREN – beat otwiera się szerzej; cięższy kick, podbity sub-bass; industrialny pogłos; chór warstwowy, pół-rapowany krzyk; energia rośnie, lekka trapowa gęstość hi-hatów pod spodem]
Hipokryzja — wszędzie ten stan
Wszyscy grają czysto, każdy gra sam.
Wiem kim jestem i jaki mam plan.
W tym syfie oddycham — ciągle gram.
Hipokryzja — w żyłach mam kurz
Nie zbawi mnie nikt, nie cofnę się już
Jak ktoś upada — to tylko sam
Dusza waży…- zaledwie kilka gram!
[ZWROTKA 2 – minimalnie bardziej dynamiczny beat; więcej przestrzeni między uderzeniami; delikatne glitchowe perkusjonalia w tle; wokal bardziej kontrolowany, chłodniejszy, „storytellingowy”, ale z narastającą agresją]
Nie jestem święty i nie chcę takim być,
Nie wiem już sam — czy posiadać, czy śnić.
Mieć cały świat i dalej pustkę w nim,
Czy nie mieć nic i nadal wolnym być.
Być królem chwilę? — jutro tron to pył,
Wszystko co budujesz może stracić styl.
Ja wypluwam siebie w wersach i snach,
W głowie chaos, ale wciąż przy sterach!
Idę przez syf jak przez rozlany beton,
Każdy tu milczy albo krzyczy jak demon.
Nie sprzedaję duszy za tani komfort,
Wolę upaść niż trafić na tandetny sort.
Mam w sobie siebie, anioła i diabła,
Każdy ciągnie w swoją stronę, taka prawda.
Trzymamy wspólny front, płyniemy za horyzont
I nagle widać upragniony ląd.
Nie potrzebuję kajdan ani białych ścian
Nie wchodzę w to gówno, nie taki jest plan
Jak mam zniknąć — to zagubie się sam
Ale nie zgasnę jak każą mi tam.
[FINAL HOOK – pełna energia, pełne uderzenie; najcięższy miks w utworze; distorted bass, war layers wokalu; shouting lead + crowd chant; lekki industrial / hardcore rapcore vibe; wszystko „na czerwono”, clipping jako efekt estetyczny]
HIPOKRYZJA! — wypluwam ją z ust!
Nie ma tu świętych, jest tylko kurz!
Nie mów mi “spokojnie” — ja mam swój gniew
I w tym gniewie trzymam cały swój sens
HIPOKRYZJA! — wbijam ją w beat!
Każdy tu gra role, każdy chce żyć
Jak mam upaść — to tylko ja
Bo ja nie klękam — ja robię hałas!
(Tak, tak, tak)(tak)(Właśnie tak!)
